Ja bym to widzial tak
Jest w tym miescie pewna garstka ludzi fanatykow, którzy traktuja samochod nie tylko jako srodek transportu. W dzien pokazanie ludzi w służbowym i miejskich wozach, zarówno tych którym się wiedzie finansowo jak i tych którzy grzebia w garazu dłubiąc cos za nieduze pieniadze - np Fordon

. Nastepnia scena, gdzie dwoch streetracerow nasmiewa się z jakis burakow którzy gdzies robia odcinke w korku i ścigają się na odległość 50 metrow.
Jest w miesicie piekna kobieta, która jezdzi Audica - wiadomo jaka czerwona

. Po miescie idzie fama, ze umowi się z tym kto bedzie najwaleczniejszy w miescie Proponuje turniej. Wiadomosc szybko sie rozchodzi. Tu pokazane jakies treningi i mody i/lub male kille bo wszyscy trenuja na umowione spotkanie.
Dzien wielkich wyscigow. Kazdy dostaje wiadomosc gdzie ma sie stawic najperw gdyz potyczki umawiane sa w roznych miejscach - każdy dostaje wskazowki aby mogl dojechac do nastepnego zawodnika oraz czas w którym ma tego dokonac - przekroczy go - a ten ktory na niego czekal moze czuc sie zwyciezca. Nikt nie wie jak radza sobie pozostali. Wielki final - oponent w finale nie przyjezdza na czas - glupie zarty ze skończyła mu się benzyna itp. Mamy zwyciezce. Ale jej nie chodzi o najszybszego - tylko za najbardziej walczecznego...
- mamy przebitke tego co dzialo się wczesniej - owy oponent który nie dojechal na czas - widzi bojke - jeden mocno obrywa i pada nieruchomo na jezdni - streetracer się waha - pomoc czy jechac dalej wiedzac o co walczy. Pomaga mlodemu i zawozi go do szpitala. Dojedza do miejsca finalu - jednak się spóźnił - pokazanie zalamanego który chce już wracac do domu. Jednak ona; albo oglasza ze był najwaleczniejszy lub pozwala rozegrac final pomimo spoznienia. Wiadomo - wygrywa
