Ja najbarwniej wspominam wyprawy po dwie czerwone hondy 5gen z Dziadkiem
Pierwsza była taka fajna, że sprzedawca z Poznania umawiał się z nami tak dziwnie jak by nie chciał jej nam w ogóle pokazać. Kręcił żebyśmy wieczorem przyjechali, ze on zajęty jest...
I jeszcze niby nie wiedział czy w jego okolicy (środek Poznania) jest jakaś stacja benzynowa - na której późnym wieczorem w jakimś przyzwoitym świetle można by obejrzeć auto. Na koniec przyjechał różową a nie czerwoną hondą, generalnie wszystko do malowania, środek zmęczony, silnik klepał zaworami jak snopowiązałka. Dodatkowo NIE CHCIAŁ zaparkować pod latarnią
Jak oglądałem hondę z myślami że może zbije cenę i to wszystko porobię to Dziadek grobowym głosem oświadczył że mi zaraz jebnie
Druga honda była pod poznaniem - to już była szybka piłka "ile elementów do malowania?" Odp. "Jak się pan uprze to można próg lewy pomalować, no i różek maski, bo lekko lakier odprysł.
Na miejscu: "próg do malowania" był wgnieceniem tak głębokim że prawie po zamknięciu drzwi było ze środka droge widać (jak by ktoś bokiem na pniak wpadł) A różki maski...to było najlepsze - maska sie komuś otworzyła w czasie jazdy - odpryski do zamalowania to były wygięte narożniki przygięte z powrotem i do tego oczywiście zbita szyba o której nikt nie wspomniał (a może dlatego że nei spytałem czy zbite szyby są?). I jeszcze mnie facet namawia, wsiadaj i sie przejedz, zobaczysz jaka szybka - no oooobra. Wsiadłem, jedynka a to nawet na jedynce ledwo jechało... rozpędziłęm się do końca dwójki i mówię że mam dość, ze ten samochód w ogóle się nie rozpędza. "A to może dlatego że paliwa nie ma". Krew mnie zalała i miałem dość...
Honda miała być za 8 tyś, jak wsiadaliśmy handlarz rzucał za mną "za pięć puszczę", pomyślałem...za 3 może by wziąźć...ale zaraz Dziadek mi przypomniał że może mi jebnąć





