Mimo że nigdy nie posiadalem motocykla (jeszcze nie powiedzialem w tej kwestii ostatniego słowa

),jestem i zawsze będę obrońcą motocykli, bo mnie od małego ogromnie fascynują, to one rozpoczęły moją fascynację techniką motoryzacyjną.
Cieszy mnie Wasza postawa, bo jesteście (poza pitolem) otwarci na problem i nie zamykacie go w szufladce "oni źli, a my dobrzy".
Co więcej, motocykliści też widzą naszą życzliwość nadrodze (ja zawsze jak tylko zauważe motocyklistę staram się jakoś mu pomóc na drodze). zacytuję bardzo dobry artykul podlinkowany przez rybę:
"[...]Kolejną subiektywną obserwacją, związaną z relacjami pomiędzy nami a samochodziarzami, jest fakt, iż tak naprawdę większość kierowców jest nam przychylna. Ludziska rozjeżdżają się swoimi samochodami aby zrobić w korku przejazd dla motocykli, nie burzą się gdy wykonujemy na drodze ewolucje mające mało wspólnego z przepisami ruchu drogowego, podpytują przyjaźnie o motocykle na stacjach benzynowych, pozdrawiają – słowem nie są tacy straszni.
Z powyższego wynika inna obserwacja. Jeśli chcemy być szanowani, to sami musimy się odnosić z szacunkiem dla innych. Często samochody zajeżdżają nam drogę, czy też spychają z pasa, ale zanim zaczniemy się wściekać, warto rzucić okiem na własny prędkościomierz czy zastanowić się chwilę czy przypadkiem nie byliśmy w martwym polu widzenia lusterka wstecznego. Jeśli jedzie się grubo ponad „paczkę” w centrum miasta, to inni nie muszą koniecznie zdawać sobie sprawy z faktu, ze nie zdążą włączyć się do ruchu. Pamiętam opowieść jednego z kolegów jak w czasie przeciskania się w korku przestawił lusterko w jednym z samochodów, co oczywiście spotkało się z wybuchem wściekłości kierowcy tejże blacharni. Jakiż był w sekundę później szok tegoż kierowcy, gdy drugi kolega zatrzymał się obok samochodu, poprawił lusterko i... przeprosił. Katamaryniarz miał podobno bardzo zaskoczony wyraz twarzy, a cala jego agresja gdzieś nagle się ulotniła. Jeśli zadrapiemy komuś samochód, to należy być mężczyzną i ponieść tego konsekwencje swego postępowania nawet kosztem utraty zniżek."
Oni też łagodnieją - motocyklistami po prostu zaczynająbyć rozsądni ludzie a nie gówniażeria latająca "pakę" po osiedlach.
A co do rzucania kamieniami, co niektórzy powinni zmienić swój nick, na równie kontrowersyjny co obecny..proponuję "pipa". Jesteśmy jacy jesteśmy - to nie spotkanie kółka różańcowego, a ludzi którzy lubią szybciej jeździć. Zamiast się nawzajem potępiać, starajmy się to robić bezpieczniej.
Już pan Zasada pisał o prędkości bezpiecznej - analogicznie mówiąc wolałbym jechać na szerokiej dwupasmówce za miastem 150km/h za niejednym z Was, niż za emerytem 50km/h w mieście(pozdrawiam panią z bordowego tico która postanowila na zjeździe w dół przy romecie, że się zatrzyma i cofnie, bo nie chciała tam wjeżdżać)