przez Brychu » piątek, 5 sierpnia 2011, 08:04
Umówiłem się na konkretny termin na godz. 8 rano. Godzina 7.50 jestem na miejscu. Przed 8 przychodzi pani i dialog wygląda następująco:
- Pan do obszycia? Nie mam dla pana zbyt dobrych informacji.
- Nawet niech pani mi nie mówi, że w innym terminie, bo zbyt wiele rzeczy poprzekładałem, żeby się tu zjawić.
- A co ja mam powiedzieć, skoro męża właśnie w szpitalu zostawiłam ?
- Ok, więc co teraz ?
- No nie ma kto zdjąć kierownicy, bo obszyć to bym mogła.
- Ok, to ja mogę załatwić że zaraz ktoś tu przyjedzie i mi zdemontuje, a pani obszyje, chyba że woli pani jechać do szpitala do męża to ok, rozumiem i umówimy się na inny termin bo to jednak mąż, szpital to jestem w stanie przyjechać w innym terminie.
- No ja bym wolała pojechać do męża do szpitala, ale ja na pewno do pana zadzwonię jak tylko coś będzie wiadomo, od razu do pana zadzwonię obiecuję.
Ok, więc 10 dni później zadzwoniłem do nich sam i pani mi powiedziała, że teraz to oni mają zaległe rzeczy do robienia jakieś, że nie mają czasu, potem jadą na urlop i łaskawie mam dzwonić po 16stym to może jakiś termin się znajdzie. Że owszem obiecała że zadzwoni, ale coś tam.
Jak się człowiek po ludzku zachowa to go za to później olewają. Trzeba było zdjąć tą kierownicę, dać pani do obszycia wtedy na miejscu i pierdolić to, że chciałaby do męża do szpitala. Miałbym obszyte, a nie szukał teraz na szybko, bo mnie olali.
Całe życie piachem w ryj.