u nas w bydzi niestety brak takich facynatow wsrod osob, ktore znamy a szumnie nazywajacych siebie rejserami i wielbicielami tuningu, wyjatek stanowi napewno postac G-shocka gdyz on jako jeden powoli i z mozolem budowal swoje CC, a teraz powoli zabiera sie za nissanka
Pozwolę sobie jako osoba szumnie nazywająca siebie "rejserem" ustosunkować się do w/w słów. Jadąc od początku czyli zaczynając od siebie: przy budowaniu samochodu bardzo istotnym elementem są finanse, w zasadzie bez nich nic nie da się zrobić. Był taki czas, kiedy wszystkie pieniądze przeznaczyłbym na samochód, jego modernizację etc. Chwała Bogu, że nie miałem wtedy pieniędzy

Później nadszedł czas, kiedy inne sprawy były dla mnie priorytetem, miło było pojeździć w miarę dynamicznym samochodem (Golf, Probe), ale patrząc racjonalnie na innych zauważyłem, że pieniądze włożone w samochód nigdy się nie zwrócą. Zamiast tego można wyjechać na wakacje, z których zostaną wspomnienia jakich się nie zapomni, można spedzić miło czas, można zainwestować z lepszym lub gorszym skutkiem, mając jednak świadomość że próbuje się obrócić pieniędzmi. Owszem, kiedy mój stan finansowy pozwoli mi na budowanie sobie w ramach hobby drugiego samochodu - zrobię to. Nie będę jednak pakował wszystkich pieniędzy w starego gruchota, tylko po to aby kilka razy w miesiącu być szybszym od innych. Nie nawiązuję tutaj do CRX'a, nie nawiązuje do żadnego innego samochodu z wyjątkiem swoich własnych. Jestem w o tyle komfortowej sytuacji, że mieszkam z rodzicami, mam co jeść i gdzie spać, a martwić się mogę jedynie o pieniądze na moje wolne wydatki lub o niespełnione ambicje. Jest wśród nas jednak grupa osób, która odrobinę inaczej patrzy na świat. Są dzieci, jest rodzina, jest samodzielne mieszkanie i utrzymywanie się z tego co się zarobi. Zupełnie nie dziwię się i nie neguję tego, że ktoś woli przeznaczyć pieniądze na coś innego. Szanuję i cenię sobie tych, którzy wszystko wkładają w samochód kosztem innych rzeczy, ale sam czegoś takiego nigdy nie zrobię. Może w pewnym okresie czasu, dzięki pewnej kobiecie zacząłem po prostu myśleć racjonalniej ? Co z tego, że samochód będzie najszybszy, co z tego, że z zewnątrz będzie wyglądał ładnie, skoro i tak będzie starym petem i i tak co chwilę będzie się coś psuło i zawsze patrząc w dowód rejestracyjny będę widział w dacie produkcji liczbę, która będzie mnie irytować ? Przykro mi, może się zestarzałem, ale ja to pieprzę. Kolejny samochód, który kupię będzie miał być wygodny, ekonomiczny i jak najmniej psujący się. Zarobione pieniądze wolę przeznaczyć na coś innego - na coś, z czego wspomnienia zostaną mi do końca życia, na coś co pozwoli obrócić pieniądzem i zarobić lub na coś co po prostu uznam za dające więcej przyjemności niż stary ogór nawet jeśli miałby zapierdalać. Druga rzecz to fakt, że nie jesteście z G-Shockiem jedynymi, którzy tak intensywnie inwestują w samochody. Orzech, który z uporem maniaka inwestuje w ten czterocylindrowy kredens

, Kozi, który leży w kredytach po uszy a kupuje jakieś pierdoły do tej taczki

, Sokół, którego rujnuje zużycie paliwa na poziomie 18 litrów, nie wspominając o Marku, który 300zx'a zaczął dłubać na długo przed tym, zanim ktokolwiek usłyszał o jakimkolwiek białym CRX. Ja ze swojej strony zazdroszczę ludziom, którzy mają taką pasję i tyle zacięcia, sam chyba z tego wyrosłem, zestarzałem się czy nie wiem sam co, ale chciałbym kupić sobie 740 w dieslu albo okulara CDI w automacie i po prostu temat samochodu mieć z głowy, póki życie daje mi czas na inne ruchy. Powyższy tekst napisany został chaotcznie, bez przemyślenia po dwóch mocnych drinkach z whiskacza, więc proszę o wyrozumiałość. Jeszcze jedno: Weed bardzo przypomina mi siebie kilka lat temu - zgrzany jak młody, żeby kupić sobie jakiegoś zapierdalacza i to jest warunek nr 1. Miałem chyba to szczęście, że z bliska widziałem przeboje Kajmana z Corrado, innych kolegów z innymi Corrado, przeboje Marka z Nissanem i Suprą i w pewnym momencie powiedziałem sobie że ja to wszystko serdecznie pierdolę do czasu, kiedy w garażu obok czarnej 740d nie stanie drugi samochód, kupiony tylko i wyłącznie do zapierdalania, ale to nastąpi dopiero w tym momencie, kiedy zakup takiego samochodu nie będzie wymagał ode mnie podejmowania decyzji pod tytułem "samochód czy wakacje".
Reasumując (dla tych którym nie chciało się czytać powyższego akapitu) - popieram w 100% Dave'a: kasa, kasa i tylko kasa, a do tego moje podchmielone wypociny usprawiedliwiające moje już nieco zbyt dorosłe ustawienie priorytetów.
Koniec mądrości i głupot, idę nalać kolejnego drinka
