Tjuuuning na wesoło
Wielki Szym (”wielki”, bo jak zainwestował w siłkę i wiadra odżywek białkowych, to przez 4 miesiące z 72 kilo skoczył na 114) ledwo gramolił się do swojej 12-leniej Hondy CRX. Ci, którzy jeszcze siedzieli w pracy, delikatnie zerkali przez okna. Zaprawdę powiadam wam – nie ma nic weselszego niż naprawdę spory schab pasujący się do samochodu wielkości szafki na buty.
Żal mi się go trochę zrobiło, więc zagadnąłem:
- Miałem ten sam silnik w swoim Civicu. 1,6, DOHC, 125 koni i odcięcie powyżej 8000 obrotów.
- Tyle że wiesz, ja do tego CRX’a włożyłem turbo. Teraz ma 186 koni. A jak odelżyłem koło i zdjąłem ogranicznik, to odcina mi przy 9200. Na dwójce do 110 pójdze.
- I fajnie tak?
- Generalnie strach jeździć – szybki i twardy. I cholernie lekki – na koleinach to czasami podskakuje. Znasz tą muldę na tej wąskiej drodze tu na Marysin? Normalnie Corsą to tam wziuuu! – stówką jadę i lekko mnie bujnie. A ten przy 60 się odrywa, a na lądowaniu to raz mi dolna szóstka pękła. Górna w nią przygrzała tak, że plomba mi ząb rozsadziła.
- Co ty, zawieszenia żałujesz? Chciałbyś przy tej mocy na seryjnym jeździć?
- Stary, seryjny zawias CRX jest wystarczający dla 300 koni. Ja chciałem mieć go niżej, wiec najpierw włożyłem H&R’y minus 25mm, ale mi amorki padły po miesiącu. To wtedy kupiłem jakieś gazowe Bilsteiny. I wtedy się zaczęło. Tak trzęsie, że się hemoroidów nabawiłem!
- Tia?!
- Serio. A poza tym, to na byle koleinach tłumikiem trę. A jak mam przez „gdańską” przejechać i Tiry wyrobiły dołki, to się 30 na godzinę wlokę. Szczęście, że w McDrive’ie to jeszcze do mikrofonu daję radę łbem sięgnąć i coś zamówić. Gorzej jest potem w okienku, tam gdzie żarcie dają – tak nisko siedzę, że mi panienki McZestawy na dachu stawiają…
- Ale szyber masz…
- No i dzięki Bogu. Zawsze McDrive’a przez szyber odbieram.
- Trochę chała, co nie?
- Ano chała. Ale przynajmniej mam 6 sekund do setki i nawet STI się mi ledwo na zderzak łapie…
Ja też kiedyś miałem takie ciągoty. By lepiej się auto prowadziło (tak to sobie właśnie tłumaczyłem, a naprawdę to chodziło o to, by lepiej wyglądało) chciałem zamontować krótsze sprężyny. Komplet H&R’ów był wtedy po 540 zł. Ale Margolcia zaczęła na świat się pchać, więc cała ta flota poszła na pieluchy. Może i dobrze…
Junior w swoim Seicento miał krótsze sprężyny. Rok wytrzymał. Jak zmienił na chybotliwe seryjne, to mu lekarz powiedział, że to był ostatni moment. Jeszcze kwartał takich drgań i miałby to samo, co zawodowy operator młota pneumatycznego albo tej dziwnej, skaczącej ubijarki do piachu:
- Proszę Pani, proszę się uspokoić i powiedzieć, co się w tej łazience stało?
- Mąż powiedział, że idzie się ogolić…
- I co potem?
- I potem się golił…
- To skąd tu tyle krwi?! I gdzie jest jego twarz?!
- Mąż miał problem z drganiami…
- Jaki problem?
- Po prostu drgał… Głównie ręce… A mówiłam mu, by nie zmieniał nożyków na nowe…
A wy, czy jesteście w stanie zrezygnować z komfortu, by w osiedlowy zakręt wejść o 3 km/h szybciej? Czy dzisiejsza szybsza jazda warta jest jutrzejszych problemów z doniesieniem naleweczki do ust? Są przecież inne metody, by na starość ograniczyć picie – wystarczy za młodu żreć masło na potęgę – bankowo na stare lata zapomnicie, gdzie jest kluczyk do barku. Ba, mało tego – zapomnicie nawet, gdzie tak w ogóle jest ten barek…