Strona 1 z 1

PostNapisane: wtorek, 4 sierpnia 2009, 18:06
przez weede
kozi zamontowałeś drugi fotel?

PostNapisane: wtorek, 4 sierpnia 2009, 18:23
przez dave
taboret jej starczy :lol:

PostNapisane: wtorek, 4 sierpnia 2009, 18:31
przez weede
taboret chyba nie wpisuje sie w koncepcje hondy

bardziej cos takiego:
Obrazek

PostNapisane: wtorek, 4 sierpnia 2009, 18:44
przez Weronika:)
o jezuuu, zaraz taboret....fotel byl , profesjonalny :lol: , kozi znalazl jakis w garażu.. co prawda przykręcony na dwie śruby i lekko sie ruszał, ale był... i nie ja na nim siedziałam tylko Kozi.. bo on nie mógl prowadzic...

PostNapisane: wtorek, 4 sierpnia 2009, 20:35
przez ERDII
Weronika:) napisał(a):o jezuuu, zaraz taboret....fotel byl , profesjonalny , kozi znalazl jakis w garażu.. co prawda przykręcony na dwie śruby i lekko sie ruszał, ale był... i nie ja na nim siedziałam tylko Kozi.. bo on nie mógl prowadzic...


:P :?: :?:

PostNapisane: wtorek, 4 sierpnia 2009, 23:01
przez KOZI
Hehe to był mały spontan... Kozi był lekko pod wpływem i o 3 w nocy zachciało się pizdować crxa... Kolega mi nie wierzył,że to zrobimy ale z racji tego, ż ebyłem po 3 drinkach czyli już zupełnie pijany to ku uciesze sąsiadów nocną, głuchą ciszę przerwał dźwięk wyprowadzanego z garażu ryczącego crxa.... Po nie udanej półgodzinnej próbie demontażu fotela z civica kolegi załamani, że nici z przejazdzki szliśmy odnieść klucze do garażu gdzie ukazał się nam nagle mój stary fotel. Wpadliśmy w euforię jednak po chwili nie było tak wesoło jak przez drzwi kierowcy (bo pasażera się nie otwierają chwilowo) próbowałem go włożyć. Fotel kierowcy to kubełek więc nie składany jednak prawie wyłamując kierownicę ale się udało. Z civica udało mi się wyciagnąc jedną śrubę a nie dwie. Kiedy już sobie wygodnie usiadłem a kolega ruszył to odjechałem z tym fotelem chyba z pół metra do tyłu i 30 cm w bok, próbowałem chaotycznie się czegoś złapać jendak oczywiście nie było ani rączki do trzymania, ani pasów ani tapicerki w drzwiach ani niczego... Była godzina mniejwięcej 3.20 i dźwięk ryczącego na vtecu crxa przeszywał puste fordońskie ulice... jakos tak wyszło, że pojechaliśmy do Koronowa, zastanawiałem się tylko co powiem Tomkowi jakbysmy wyjebali w jakąś sarnę ale cudem n arzadne zwierzeta nie trafiliśmy... W Koronowie dosiadła się Weronika zajmując bardzo wygodną pozycję na tylnej loży:) Wracając zaczeli nas podjeźdzać chłopacy w czerwonym audi 80 kombi z tuningowanymi zderzakami. Usiedli nam na dupę bo zwalnailiśmy prawie do 30 ponieważ ku mojej uciesze i mojego nowego lakieru na drodze były wsypane kamyszki. Po dojechaniu do trasy Bydgoszcz - Świecie chłopacy podjechali obok pokazując kcukiem, że ok i ile mamy KM bo oni 110 bodajrze to powiedziałem, że 120, skręcliliśmy w prawo na Bydgoszczy, oni chcieli jechac w lewo na świecie bo byli ze Świecia ale pojechali specjalnie za nami. Jednak tam kamyszków już nie było i az tak bardzo na dupie już nie siedzieli :P Po małej zabawi ew kotka i myszkę w Osielsku skręciliśmy na Fordon a oni znowu pokauzjąc, że OK zawróicli na Świecie i pojechali. Trzeba docenić zapał i oddanie chłopaków, Erdi by tyle kilometrów nie nadrobił ;) Nie wiem jakim cudem ale przez tą całą wyprawe nie trafiliśmy na żaden patrol policji a byłem wręcz pewny, że ta wyprawa skończy się conajmniej zabraniem dowodu bo lekko mówiąc nie dało sie nie zauważyc i nie usłyszeć na pustych ulicach crxa tymbardziej bez tablicy rejestracyjnej... Generalnie nie był to zbytnio madry pomysł a dźwiek załanczającego się vteca to było chyba na 20KM słychać no ale co tam :lol:

PostNapisane: wtorek, 4 sierpnia 2009, 23:40
przez Weronika:)
KOZI napisał(a):W Koronowie dosiadła się Weronika zajmując bardzo wygodną pozycję na tylnej loży:)
sprostowanie: W Koronowie dosiadla sie Weronika , która zostala zmuszona do zajęcia bardzo wygodnej pozycji koła zapasowego tudzież zapasówki... Przerażona i blada modliła sie, żeby babka ze stacji Orlenu nie zadzwonila na psy, gdy lekko " zawiany" Kozi urządzał sobie drifty wokół dystrybutorów :shock: Podróz do fordonu trwała ok 10 min... W miedzy czasie jakies 15 razy zapaliła sie czerwona lampka, nie wiadomo od czego. Jednak wieczny PESYMISTA Kozi, po kolejnym juz drinku, przy prędkosci 230 km/h wygłosił niezwykle OPTYMISTYCZNE zdanie; nie martw sie, jak zginiemy to razem :lol: