Sprawa wygląda następująco...
Wyobraźcie sobie taką sytuacje...
Kupujecie samochód od sprzedawcy za np. 50 tysięcy (nie bity, po dziadku przebieg 4 km dlatego droższy od innych)
Wartość auta bank ustala za pomocą eurotaxu na 36tys, naszczęscie
po tygodniu inny analityk tego samego banku wycenia auto nadal bez jego obejrzenia na
43tys. Model kupowany przez Was na rynku wtórnym kosztuje właśnie coś ok. 43-44tys.
I teraz najwazniejsze....
Bank oświadcza że jeżeli się wpłaci 40% wartości kupowanego auta wówczas bank nie będzie widniał w dowodzie jako współwłaściciel...
W związku z czym oświadczacie że wpłacicie 40% wartości auta (20tys dla wartości 50tys.) aby nie było tego wpisu...
Następnie bank oświadcza że ponieważ cena auta jest zawyżona bank momo wpłaty 40% będzie widniał w dowodzie jako współwłaściciel....
Wiadomo, że takowe auto trzeba ubezpieczyć więc ubezpieczacie auto a bank nakazuje Wam ubezpieczyć auto na kwotę 50 tys. momo że cały czas utrzymuje że jest warte 43tys.
Biorąc na chłopski sposób myślenia powinniście ubezpieczyć auto na 43 koła bo:
- bank i tak ma zebezpieczony kredyt przy kwocie ubezp. 43tys. bo kredyt to: 30 tys. złotych a wkład własny to 20tys.
- w razie kradzierzy ubezpieczyciel i tak wyliczy wartość auta wedle eurotaxu wiec na max 43tys. i tyle też wypłaci...
- skoro bank przyznaje poniekąd że to auto jest warte 50 tyś to powinien chyba odpuścić
ten nieszczęsny zapis w dowodzie o współwłaścicielu albo oddać różnice w składce ubezpieczeniowej....
Wam też coś nie pasuje w tym wszystkim?


